Santiago de Cuba

Jest mi dobrze. Znów ujawnia się moja latynoska dusza - nie potrzeba mi wiele, by byc zadowolona z zycia. Inna rzecz, ze mam swiadomosc, ze to czasowy pobyt, a zaplecze w Polsce powoduje, ze problemy mnie nie przytlocza. Warunki sa trudne (w naszym pojeciu) - zimna woda, ktora leci jakby chciala a nie mogla, maly pokoj z lozkiem pamietajacym chyba jeszcze czasy sprzed rewolucji, pajaki w rogach scian. Z drugiej strony jest co jesc i jest gdzie spac, wiec czego wiecej potrzeba? Jest towarzystwo, ludzie przewijaja sie przez dom caly dzien, zyja tu troche we wspolnej komunie, z domu do domu sa jakies przejscia i schodki albo drabiny, wchodza raz z jednej, raz z drugiej strony. W Hawanie tak nie jest, to mentalnosc Santiagueros. Swoja droga dzielnica, w ktorej mieszkamy to zasadniczo poludniowoamerykanskie ¨favelas¨, czyli slumsy, choc tu, ze wzgledu na panujaca biede, wystepuja dosc powszechnie. Pewnie zapytacie czy sie nie boje. Nie. Choc mowia, ze przestepczosc w Santiago jest wieksza niz w Hawanie. Przed wyjazdem slyszelismy nawet, ze napadli na jakas znajoma w bialy dzien w Santiago. Ale po pierwsze nie wypuszczam sie sama, po drugie wszyscy w okolicy wiedza, ze jestesmy goscmi Waltera, ktorego wszyscy witaja, gdy wychodzimy z domu. Ma tu swoja pozycje. Tak naprawde nie wiadomo kim jestesmy, przewaznie jesli ktos juz nawiazuje rozmowe mowi, ze myslal, ze oboje jestesmy "extranjeros", czyli obcokrajowcami. I dopiero po nawiazaniu rozmowy i akcencie widza, ze to "swoj". Generalnie wszyscy sa bardzo zyczliwi.

Odnosnie dzielnicy, w ktorej jestesmy, to naprawde historia na osobne dluzsze opowiadanie. Tak naprawde przecietny turysta nie jest w stanie poznac zycia prawdziwego Kubanczyka, nawet jesli mieszka w prywatnym pensjonacie. Ich wlasciciele, z racji przyjmowania turystow i dostepu do dewiz, zyja inaczej niz przecietny Kubanczyk, ktory naprawde dostaje za swoja prace 20-30$ miesiecznie, a karmiaca matka na rocznym macierzynskim rownowartosc 3$ na miesiac... Trzeba nie tylko nauczyc sie gospodarowac tymi kwotami, ale tez wiedziec, kto co sprzedaje, do ktorych drzwi zapukac, zeby sie dowiedziec kto co ma aktualnie w okolicy, bo zrodlo informacji i punkt sprzedazy to dwa rozne miejsca, a informacji udzielaja tylko ¨swoim¨...

No dobra, to tyle w duzym skrocie :) Piszcie tez do mnie, bo milo przeczytac kilka slow z daleka :)

Pod koniec tygodnia wracamy do Hawany. Pewnie sie jeszcze stad polacze przed wyjazdem, bo generalnie ¨nasza¨ przechodnia kuchnia sluzy za kawiarenke internetowa dla okolicznych mieszkancow w ciagu dnia. A w Hawanie tez cos wymysle, mam ze soba kompa, wiec sa szanse :)

Brak komentarzy:

MÓJ INSTAGRAM

@endlesssummer.life