Sandy

Ilekroć przechodzi cyklon czy huragan, zawsze zastanawiam się kto nadaje tym śmiercionośnym wiatrom takie ładne, często żeńskie, imiona. W 1963 roku przeszła przez Kubę Flora (jedna z najbardziej tragicznych w historii - pozbawiła życia 8 tysięcy osób), w '69 Camile. W 1972 Agnes i Laura. Następnie w roku 1980 Allen, a w 1988 Gilbert. W 1996 Lili, w 1998 Gilbert, a rok później Irene. Rok 2001 należał do Michelle i Isodory. W 2004 pałeczkę przejęli Charlie i Ivan. W 2005 Dennys. Tym razem Sandy.




Sandy uderzyła od południa - to rzadkość, przeważnie huragany przychodzą ze wschodu, znad oceanu. Wiadomo było od początku, że nie będzie to "bułka z masłem", ale tak naprawdę nigdy nie można przewidzieć czy nie zmieni się siła lub kierunek wiatru. Prędkość wiatru dochodziła do 165 km/h, fale osiągały wysokość 10 metrów i wdzierały się do 40 metrów wgłąb lądu.

Huragan pozostawił po sobie obraz nędzy i rozpaczy. Wszystkie wschodnie prowincje ucierpiały najbardziej. Szacuje się, że zniszczonych zostało ponad 130 000 domów, w tym 55 000 zostało zrównanych z ziemią, a 43 000 ma zerwane lub uszkodzone dachy. W tych szacunkach znajduje się około 380 szkół i 400 ośrodków zdrowia. Do tego mnóstwo powalonych drzew i zerwane linie wysokiego napięcia. 21 osób poniosło śmierć, chociaż niezależni dziennikarze utrzymują, że ta liczba może być większa, bowiem nieznana jest dokładna ilość osób, które utopiły się w więzieniu, przetrzymywane w podziemnych celach.

Dziś Raul Castro odwiedził wczoraj prowincję Villa Clara, Sancti Spiritus i Santiago de Cuba. Udzielił moralnego wspracia ludności i powiedział, że konieczny będzie duży nakład pracy, by usunąć skutki huraganu, po czym wrócił do Hawany na wyjątkowe zebranie rady ministrów. W wieczornych wiadomościach podano, że "prezydent i najwyższej klasy specjaliści przeprowadzają dokładną analizę sytuacji". Tymczasem ludzie narzekają na brak wszystkiego: wody, żywności, leków, ubrań i miejsc, w których mogliby się schronić do czasu usunięcia szkód...















Po długiej nieobecności...

... wracam. Jeśli komuś przyszło się zastanawiać skąd ta przerwa, to dementuję - nie jestem drugą Yoani Sanchez, którą raz na jakiś czas zamykają za rozsiewanie antyrewolucyjnych tekstów i opinii ;) Ale czasem okoliczności nie sprzyjają pisaniu - dwie przeprowadzki, samoloty, samochody, autobusy, walizki, pakowanie, rozpakowywanie... uff! Zaczynam trochę "osiadać" w nowym miejscu, moje myśli też się uspokajają, więc będę mogła skupić się od czasu do czasu na pisaniu.











Na Kubie nie wydarzyło się w ostatnich 3 miesiącach wiele, ale niewątpliwie ważnym wydarzeniem, o którym będę chciała napisać, było opublikowanie przez rząd tekstu ustawy o nowej polityce migracyjnej. O epidemii cholery pisałam na facebooku i to spotkało się z dużym zainteresowaniem osób, które na wakacje jechały na Kubę. Mam nadzieję, że wszyscy wróciliście cali i zdrowi, bo przed wyjazdem dostałam sporo maili z zapytaniem o aktualną sytuację, a po powrocie już żadnego ;) Ale zakładam, że w tym przypadku brak wiadomości, to dobra wiadomość :)

Chcę również dodać, że wszystkie posty w dziale "Informacje praktyczne" są aktualizowane, jeśli pojawiają się jakieś zmiany, a jeśli byliście na Kubie i macie spostrzeżenia to proszę piszcie na maila albo zostawiajcie info w komentarzach - jest to nieoceiona pomoc dla osób, które wyjeżdżają (zwłaszcza po raz pierwszy) i szukają wszystkiego na temat Kuby.

Jeśli jest jakiś temat, który Was interesuje, to również dajcie znać. Moja lista tematów jest jeszcze niewyczerpana i nawet dość długa, ale znacznie przyjemniej się pisze "na zamówienie" - wtedy wiadomo, że jest dla kogo pisać :) A więc śmiało, podrzucajcie w komentarzach. Komentowanie nie wymaga logowania, więc może być anonimowo, nie obrażę się :)

Pozdrowienia!
Ania

72 godziny

Twitter i Facebook po raz kolejny uśmiercają Fidela. Średnio raz na kilka miesięcy pojawia się pogłoska, że wielki rewolucjonista kopnął w kalendarz. Tym razem powodem spekulacji jest cisza w związku z wygraną Chaveza wyborów w Wenezueli - list gratulacyjny podpisał jedynie Raul Castro. I ogólnie cisza, bo od kilku tygodni Fidel nie pisze swoich sławetnych "Reflexiones", a oficjalne źródła nie mówią, że "ma się dobrze, czyta i wykonuje swoje codzienne ćwiczenia". Chociaż dzisiaj, wobec wszystkich tych plotek, na blogu Seguridad napisano, że żyje.



Jednak inne źródła poddają to w wątpliwość. Alberto Muller, kubański pisarz i dziennikarz mieszkający w Miami, napisał wczoraj na swoim blogu, że stan byłego przywódcy jest bardzo zły, a jego funkcje życiowe podtrzymywane są przez aparaturę medyczną. Dziś jednak wpis ten zniknął z jego bloga.

Jednak podobną informację opublikował jeden z dziennikarzy wenezuelskich podając, że u Fidel Castro na skutek niewydolności oddechowej wystąpiła śmierć mózgowa, a w tej chwili wszystkie jego funkcje życiowe podtrzymywane są sztucznie.

Pogłoski z Santiago de Cuba mówią o tym, że w pośpiechu kończone jest mauzoleum na tamtejszym cmentarzu Santa Ifigenia, u boku Jose Martiego. Podobno w ciągu 72 godzin ma zostać ogłoszona śmierć, jak się wydaje, niezniszczalnego Fidela. Ciekawa jestem tylko, kto pociągnie za wtyczkę...

UPDATE:
22/10/2012 Fidel pokazał się publicznie.

Poradnik turysty

Udostępniam "Poradnik turysty" opracowany przez Ambasadę RP w Hawanie. Do pobrania pod powyższym linkiem w pdf'ie. Mam nadzieję, że się Wam nigdy nie przyda ;) Ale na wszelki wypadek wydrukujcie i zabierzcie ze sobą.

A jeśli macie jakieś przedwyjazdowe pytania, to piszcie na maila lub zadawajcie pytania w komentarzach - w ten sposób może więcej osób dowie się o czymś, czego ja jeszcze nie napisałam w informacjach praktycznych lub co jest nie do końca jasne.

Zapraszam i pozdrawiam! :)

Epidemia cholery na Kubie

UWAGA, UWAGA!
Na Kubie panuje epidemia cholery. Nie odradzam jeszcze podróży na Kubę, ale musicie wziąć to pod uwagę, jeśli wybieracie się na wyspę. Przy zachowaniu środków ostrożności będziecie bezpieczni, ale należy zweryfikować plan podróży i koniecznie pić wodę tylko butelkowaną, żadnych napojów "z ulicy".

Z tego, co wiem, polskie media nic na ten temat do tej pory nie podawały. Trudno się zresztą dziwić - jedyna wzmianka w mediach kubańskich pojawiła się tydzień temu, 3 lipca, w wydanym przez Kubańskie Ministerstwo Zdrowia oświadczeniu i później dzienniku Granma. Doniesiono wówczas o kilkudziesięciu zachorowaniach i trzech zgonach w Manzanillo, na południowym-wschodzie wyspy.

Z Manzanillo epidemia rozprzestrzeniła się bardzo szybko na całe Oriente, przez Santiago de Cuba, Guantanamo po Bayamo. Tylko do 5 lipca zanotowano już 16 zgonów we wschodnich prowincjach. W piątek i sobotę zmarły kolejne dwie osoby w jednym ze szpitali w Santiago de Cuba - podał niezależny dziennikarz Walter Clavel Torres. Wiele jest hospitalizowanych - część tylko na obserwacji, ale część już na oddziałach intensywnej terapii.

Z ostatnich informacji zebranych od dziennikarzy niezależnych zebranych do wczoraj, 10 lipca, wynika, że zachorowań są setki, a zgonów już - niestety - dziesiątki. Niezależny dziennikarz Calixto Martinz, który jako pierwszy poinformował o wystąpienia przypadków cholery na Kubie, utrzymuje, że w chwili obecnej jest ponad 3000 osób zakażonych, a zmarło co najmniej 20. Twierdzi także, że zanotowano przypadki zachorowań w Santa Clara, Trinidad i Sancti Spiritus. W ciągu tygodnia choroba dotarła na drugi koniec wyspy - do Hawany. Wczoraj potwierdzono pierwszy zgon na skutek cholery w stolicy Kuby.

Szpitale, w których odnotowuje się przypadki zachorowania, są pod ścisłym nadzorem Narodowej Policji Rewolucyjnej (PNR). Zabronione są odwiedziny chorych i wejścia na teren szpitali jakichkolwiek osób postronnych. Wszyscy pracownicy szpitali zobowiązani są do nieudzielania informacji. Ktokolwiek, kto na ulicy odważa się mówić na temat epidemii, jest zatrzymywany i zabierany na komisariat, celem przesłuchania, a de facto zastraszenia, wg informacji uzyskanych od Enrique Piñero z Manzanillo. Doszło nawet do tego, że władza chcąc zataić rzetelne informacje, nie mówi o przypadkach cholery, tylko o przypadkach "ostrej biegunki", o czym doniosła z Camagüey María Sánchez.

Oczywiście władzy bardzo zależy na ukryciu prawdy, aby nie wywoływać paniki wśród turystów, których pieniądze w znacznym stopniu zasilają kubańską gospodarkę. Sytuacja jest tym bardziej poważna i niebezpieczna, że wkrótce na Kubie rozpoczyna się karnawał, który od kilku lat cieszy się coraz większym zainteresowaniem osób przybywających z zagranicy. Brak infrastruktury wodociągowej, toalet, oczyszczlani ścieków, jakichkolwiek środków odkażających wodę dostępnych dla społeczeństwa czy form zabezpieczania ujęć wody pitnej, może mieć katastrofalne konsekwencje. Na domiar złego zatajnie sytuacji przez władze, może przekształcić się w "karnawał śmierci", jak go już nazywają sceptycy.

8 lipca władze Meksyku ogłosiły stan podwyższonej gotowości epidemiologicznej na lotniskach w Meridzie i Cancun. Wszyscy przylatujący z terytorium Kuby są przepytywani na temat występowania u nich objawów cholery. Dziennik Diario de Yucatán de México w poniedziałkowym artykule "El cerco al cólera", zwrócił się z oficjalnym zapytaniem do władz odnośnie dalszych kroków i ewentualnego zawieszenia lotów pomiędzy krajami. Jak dotąd głos w sprawie zabrał tylko rzecznik Sekretariatu ds. Zdrowia Jukatanu, Luis Vázquez, mówiąc, że "dotychczas żadna z przybywających osób nie miała najmniejszych oznak choroby".

Ostatnie przypadki cholery na Kubie były notowane w 1882 roku. Przypuszcza się, że obecna fala zachorowań przybyła na Kubę z Haiti, które zmaga się z tą epidemią do października 2010 roku. Na Haiti bowiem pracują Kubańczycy (głównie lekarze), których rząd wysłał do pomocy i odbudowy kraju po trzęsieniu ziemi. Szacuje się, że w wyniku zakażenia zmarło na Haiti ponad 5,5 tysiąca osób, a 130-150 tysięcy zostało zakażonych bakterią.

Mam nadzieję, że na Kubie choroba nie zbierze takiego żniwa...

UPDATE: 30 sierpnia 2012
Kubańskie Ministerstwo zdrowia ogłosiło, że ogniska cholery zostały całkowicie wyeliminowane. Podają, że odnotowano 417 przypadków zachorowań, a od wykrycia ostatniego minęło już więcej niż 10 dni, co oznacza, że choroba nie rozprzestrzenia się.

Z Ciudad de México prosto na kubańskie cayos


Cubana de Aviación zapowiedziała uruchomienie od 12 lipca nowych połączeń pomiędzy Ciudad de México a kubańskimi wysepkami. Dotychczas połączenia odbywały się tylko pomiędzy większymi miejscowościami na trasie Kuba-Meksyk. Jak widać 76 tys. osób przylatujących rocznie Kubę wymusiło zmiany, bo kubański transport drogowy nie należy do najlepszych...

Dzień Ojca

Na Kubie Dzień Ojca jest (podobnie jak Dzień Matki) świętem ruchomym i przypada na trzecią niedzielę czerwca. W większości krajów Ameryki Łacińskiej obchodzi się go właśnie dzisiaj. Jedynie w Nikaragui pokrywa się on z terminem polskim, czyli 23 czerwca.

Ponoć święto to ma swe źródło w początkach ubiegłego wieku, kiedy to weteran wojny domowej w USA, niejaki William Dodd, utracił swą ukochaną żonę, kiedy ta rodziła mu ich szóste dziecko. Od tamtego czasu ojciec poświęcił się wychowaniu dzieci, a jedna z córek chcąc złożyć mu hołd, wybrała datę jego urodzin poświęcając ten dzień wszystkim ojcom.

Święto początkowo nie zyskało powszechnego uznania, i nawet na jakiś czas popadło w zapomnienie, ale powoli, dzięki różnym inicjatywom społecznym, zaczęło wracać do łask. W kubańskim kalendarzu zapisało się na dobre w roku 1938, a przyczyniła się do tego pisarka Dulce María Borrero.

Dzień obchodzi się rodzinnie, spotykając się na domowym obiedzie. Mężczyźni składają sobie życzenia i gratulują posiadanych pociech.

Nie zapomnijcie - w Polsce to święto już w najbliższą sobotę! Macie kilka dni, by kupić jakiś drobiazg dla Waszych Rodzicieli lub choćby zorganizować spotkanie ze szklaneczką rumu - z takiego prezentu ucieszy się każdy Tato :)

Cuba mi amor na Pinterest

Serdecznie zapraszam do odwiedzenia kubańskich zdjęć na Pintereście. Zalogowałam się tam już jakiś czas temu, ale dopiero niedawno uporządkowałam tablice. Niektóre wymagają jeszcze poszerzenia i dopracowania, bo np. w Matanzas dopiero dwa zdjęcia...

https://pinterest.com/cubamiamor/

Jeśli masz zdjęcia z Kuby, niezależnie czy na dysku czy gdzieś w sieci, i chcesz się nimi podzielić z szerszą publicznością, koniecznie daj znać i podepnę je na moje tablice z linkiem do źródła.

Tymczasem zapraszam do delektowania się widokami z Kuby, bo naprawdę jest czym się delektować :)

Add caption


Polski ślad w historii Kuby

17 maja br., w 105 rocznicę śmierci, na historycznym Cmentarzu im. Krzysztofa Kolumba w Hawanie (Necrópolis Colón), nastąpiło uroczyste odsłonięcie przez Ambasador RP na Kubie, pomnika Generała Carlosa Roloffa Mialowskiego (Karola Rolowa-Miałowskiego), Polaka, kubańskiego bohatera narodowego, który zapisał się złotymi zgłoskami w historii Kuby


Na pamiątkowej tablicy został umieszczony w języku hiszpańskim następujący napis:
„Pamięci Generała Majora, Carlosa Roloffa Mialowskiego, 1842-1907, Za Wolność Naszą i Waszą”.

Karol Rolow-Miałowski urodził się w Warszawie 4 listopada 1842 r., zmarł 17 maja 1907 roku w Guanabacoa (Hawana). W latach 1863-1865 brał udział w wojnie secesyjnej w Stanach Zjednoczonych. 1868-1878 oraz 1895-1898 uczestnik, w stopniu generała, walk o wyzwolenie Kuby spod panowania hiszpańskiego. Współzałożyciel Rewolucyjnej Partii Kubańskiej w 1892 r. W 1898 roku mianowany Inspektorem Generalnym Armii Wyzwoleńczej

W niepodległej Kubie, od 1902 r. Minister Skarbu.

Do dziś patron kubańskiego Urzędu Podatkowego. 

Pomnik został zrealizowany przy współpracy z uznanym kubańskim rzeźbiarzem, Rolando Vasquezem Fernandezem. Koncepcja bazuje na kształcie szabli Generała Roloffa, która wystawiona jest w muzeum miejscowości Caibarien w prowincji Villa Clara.













El 17 de mayo en la Necrópolis Colón de La Habana tuvo lugar la solemne develación por la Embajadora de la República de Polonia del monumento del General Carlos Roloff Mialowski, en el 105 aniversario de su muerte.

En el monumento se encuentra la siguiente tarja:
“En memoria del General Mayor, Carlos Roloff Mialowski, 1842-1907, por Vuestra libertad y Nuestra”.

Carlos Roloff Mialowski nació en Varsovia el 4 de noviembre de 1842, murió el 17 de mayo de 1907 en Guanabacoa (La Habana). Entre 1868-1878 y 1895-1898 participó, en rango de general, en las guerras contra la dominación española. Cofundador del Partido Revolucionario Cubano en 1892. En 1898 fue nombrado Inspector General del Ejército Libertador.

En Cuba independiente, desde 1902, fue ministro de Tesoro Público.

Hasta hoy es patrón de la Tesorería.

El monumento fue realizado en cooperación con el escultor cubano Rolando Vásquez Fernández. El concepto está basado en la sable del General Roloff cuyo yo original se encuentra en la ciudad de Caibarien (Villa Clara).


Tekst i zdjęcia: Ambasada RP w Hawanie

Postać wszechczasów

Magazyn Time opublikował listę 100 najbardziej wpływowych ludzi wszechczasów. Znalazł się na niej wujek Fidel. Komentarz autora jest następujący: "Na każdej dobrej liście musi znaleźć się kontrowersyjne nazwisko". Biorąc pod uwagę, że na liście widnieją takie postaci jak: Einstein, Królowa Elżbieta, Budda, Gandhi, Jezus Chrystus, Picasso, Darwin i Homer, należy potraktować to jako zwykłą prowokację. Albo żart. Ot, po prostu żeby było o czym dyskutować. Dobrze, że przynajmniej autor oficjalnie się do tego przyznał w komentarzu. Najważniejszy cel amerykańskiego konsumpcjonizmu został spełniony - artykuł się sprzedał.

Swoją drogą zastanawiałam się ostatnio co będzie po śmierci Fidela. Nie z krajem, ale z nim samym. No może nie dosłownie, bo wiadomo, że pięć stóp pod ziemią. Ale chodzi mi o pamięć o nim. Jak ludzie będą traktować jego grób na przykład. A może pochowają go gdzieś w ustronnym miejscu i będzie ukrywał się przed "plebsem" tak, jak to robi za życia? Wszak nikt nie wie gdzie mieszka, ile ma willi, hacjend, apartamentów i samochodów. Nie zdziwiłabym się gdyby pewnego dnia po prostu oświadczono, że umarł w zeszłym tygodniu i został pochowany w rodzinnej posiadłości. Zupełnie tak samo jak przekazują informacje o jego posunięciach w tej chwili, np. "wczoraj El Comandante poleciał do Wenezueli". Nikt nie może przecież znać planów głowy państwa - jeszcze by się jakaś katastrofa przytrafiła...

11. biennale szuki w Hawanie

Tegoroczne hawańskie biennale zapowiada się nader ciekawie. Rozpoczyna się 11 maja i potrwa miesiąc. W tym czasie prezentowane będą prace 115 artystów z 43 krajów (na tej liście niestety nie ma Polski...).


Biennale od wielu lat cieszy się dobrą sławą i rokrocznie przyciąga na Kubę coraz większe rzesze zainteresowanych. Nie ma oficjalnych statystyk ilu miłośników sztuki odwiedzi biennale i ilu z nich przybędzie na wyspę z zagranicy. Wiadomo jednak, że w samych Stanach Zjednoczonych złożono 1300 wniosków o pozwolenie na wylot na Kubę (ze względu na zerwane stosunki dyplomatyczne od wielu lat Amerykanie mieli zakazane wyjazdy na Kubę, mogli to robić jedynie nieoficjalnie przez Kanadę lub Meksyk; od tego roku wydawane są specjalne zezwolenia dla osób, które wyjeżdżają np. w ramach wymiany kulturalnej).

Prezentacje będą odbywać się nie tylko w galeriach i muzeach, ale także na ulicach. Od kilku tygodni przestrzeń publiczna jest przygotowywana pod tym właśnie kątem. Część prac i eksponatów pewnie na stałe wpisze się w hawański krajobraz. Przykładem jest uliczne grafitti, które już od kilku tygodni powstaje w różnych miejscach stolicy Kuby.

Autorami są dwaj artyści: Francuz podpisujący się jako JR oraz rezydujący na nowojorskim Brooklinie José Parlá.

InsideOutProject JR rozpoczął w roku 2000, a inspiracją był znaleziony w paryskim metrze aparat fotograficzny. Od tego czasu przemierza świat dokumentując za pomocą aparatu i kamery sztukę uliczną i rozpowszechnia przesłania, które chcą przekazać artyści poprzez swoje grafitti.

JR tak mówi o projekcie: "W społeczeństwie obrazów jesteśmy nieustannie bombardowani twarzami ludzi, często znanych ludzi. Zwykle jednak te obrazy nie przestawiają opinii zwyłych zjadaczy chleba. Chcę, by w centrum uwagi znaleźli się anonimowi ludzie. Chcę wynieść na ulice ich twarze i redefiniować znaczenie słowa bohater."

Dzieła są, moim zdaniem, fantastyczne! Kto wie, może z czasem Hawana zostanie królową street art'u...? Wszak grafitti w nic nie wpisuje się tak dobrze, jak w szare, odrapane ściany, odpadające tynki, prześwitujące przezeń cegły...

Jak Wam się to podoba?











Wierzchołek góry lodowej

Kilka dni temu wszystkie hiszpańskojęzyczne kanały informacyjne obiegła szokująca informacja. IKEA nie jest taka cacy, na jaką się kreuje. Czemu? Pod koniec lat 80. wykorzystywała bezbronnych kubańskich więźniów do sklecania swoich mebelków.

News'a jako pierwszy zapodał niemiecki Frankfurter Allgemeine Zeitung, bowiem to właśnie w Niemczech historia ma swój początek. Skandynawska firma podpisała z władzami byłej NRD umowę o świadczeniu pracy na jej rzecz przez niemieckich więźniów. Ponoć było to jeszcze w latach siedemdziesiątych. W roku 1987 pięcioosobowa delegacja dwóch enerdowskich firm wybrała się na Kubę i spotkała z przedstawicielem firmy Emiat, w osobie porucznika Enrique Sáncheza. Któż by inny, jak nie wojskowy, miał mieć powiązania z biznesem...

Miesiąc po wizycie, we wrześniu '87, wspomniana kubańska firma podpisała w Berlinie z firmą Ikea Trading Berlin umowę na wykonanie m.in. 10 tysięcy stolików dziecięcych (!) i 35 tysięcy stołów. Pomimo, że Emiat miał doświadczenie w produkcji mebli, wcześniej bowiem wykonywał je dla kubańskiej śmietanki społcznej, pierwsza partia, która przyjechała z Kuby do Europy nie została zaaprobowana ze względu na niską jakość wykonania. Firmie nakazano "trzymać się standardów Ikei".

W aktach niemieckiej Stasi nie ma dokumentów bezpośrednio wiążących Skandynawów z Kubą. I tego Ikea pewnie będzie się trzymać. Jednak cała sytuacja wywołała dość spore emocje, a amerykańscy kongresmeni pochodzenia kubańskiego zażądali dziś natychmiastowego spotkania z prezesem północnoamerykańskiego oddziału Ikei.

To chyba pierwsza, na skalę międzynarodową, afera ujawniająca kulisy kubańskich "interesów" z innymi krajami. I zapewne nie ostatnia. Wszystko, co najgorsze, dopiero przed nami...

1 maja. Fotoreportaż.



Podsumowanie wizyty papieża na Kubie

Sorry, że znowu o tym, ale nie mogę sobie darować...

1. Od początku było wiadomo, że papież nie spotka się z przedstawicielami opozycji ani z Damami w Bieli, bo jego agenda jest tak obłożona, że w trakcie trzydniowej wizyty nie da się tego nigdzie wcisnąć. Dało się jednak wcisnąć nieplanowane, "przyjemne i serdeczne" (tak je nazwały media...) spotkanie z Fidelem :/




2. To wideo wrzuciłam już wczoraj na fb. Ale powtórzę, bo warto. Mężczyzna odważył się krzyknąć "Precz z komunizmem!" i został natychmiast zatrzymany przez tajniaków służby bezpieczeństwa. Warto zwrócić uwagę, że podczas gdy go prowadzono, oberwał po drodze od jeszcze kilku osób, w tym od kubańskiego pracownika Czerwonego Krzyża. Czytałam, że organizacje prospołeczne już wystosowały w tej sprawie list do władz MCK.

  W tym filmiku ok. 14 sekundy wyraźnie słychać jak krzyczy "Abajo el comunismo!"

3. Przeprowadzony ostatniego dnia przez meksykańskiego dziennikarza wywiad z Kubańczykami o wrażeniach z wizyty papieża. Dla tych, którzy nie hablają po hiszpańsku powiem, że pan w białej czapeczce wyrażał się dość niepochlebnie i nie zgodził się z gościem w łańcuchu i białej koszulce, który piał peany na temat tej wizyty. Dziennikarz skupił się jednak na tym, co bardziej kontrowersyjne, czyli panu w czapeczce. Polecam zwrócić uwagę na gości kręcących się z tyłu. Jeśli myślicie, że oni tak sobie po prostu tam stoją, to się mylicie. Jak to się mówi na Kubie estan haciendote sombra, czyli "robią ci cień". Jestem więcej niż pewna, że po wyłączeniu kamery zgarnęli go tak samo, jak gościa z filmiku powyżej...



4. Tutaj artykuł (hiszp.) o tym, jak to dysydenci zostali pozbawieni komunikacji telefonicznej, o czym pisałam w poprzednim poście jeszcze przed wizytą papieża. Jak widać tym bardziej "niebezpiecznym" odcięto nawet telefony stacjonarne...

5. Tutaj kolejny dowód na to, jak bardzo wizyta papieża była absolutnie nie związana z polityką. Każdy Kubańczyk, który uczestniczył we mszy i dostał takie potwierdzenie od lokalnego CDR (Komitetu Obrony Rewolucji), mógł liczyć na to, że nie potrącą mu dniówki za nieobecność w pracy. Innym pojechano po bandzie...







6. Kilka ironicznych, ale jakże prawdziwych, obrazków znalezionych w sieci...






I na koniec fantastyczna fotka - widok na Plac Rewolucji ze szczytu pomnika Jose Martiego. (Czy widzicie te pustki na ulicach wokół?)
źródło: Cubadebate

Towarzyskie spotkanie Benedykta z Raulem


Równie daleko mi do religii co do polityki. I z założenia tematów stricte politycznych nie chcę na tym blogu poruszać. Chociaż w przypadku Kuby i panującego tam reżimu, to niełatwe, bo panujący system wpływa praktycznie na każdą dziedzinę życia. Tym razem jednak nie sposób pominąć tak ważnego wydarzenia, jakim jest wizyta papieża Benedykta XVI. I chociaż bardzo bym chciała skupić się tylko na mentalnej wartości tej pielgrzymki, to niestety się nie da.

14 lat temu papież Jan Paweł II pojechał na Kubę. Wiązano z tamtą wizytą duże nadzieje. Wiedziano jak dużą odegrał rolę w obaleniu komunizmu w Europie Wschodniej i po cichu liczono, że po wizycie na Kubie coś drgnie - zarówno w narodzie, jak i we władzy. Niestety. Jedynym, co "wywalczył" Papież dla kubańskiego ludu, było uznanie Świąt Bożego Narodzenia i przyznanie dnia wolnego od pracy.

Tym razem Kubańczycy nie mają żadnych złudzeń co do tego, że ta wizyta nie jest dla nich. Jest to po prostu kolejny krok mający na celu poprawić wizerunek reżimu. Kolejne kłamstwo. Mydlenie oczu i próba pokazania reszcie świata, że Kuba jest otwarta na wszelkie kontakty. Owszem. Takie, na których może zyskać wizerunkowo. Papież spotka się z Raulem, ale nie z przedstawicielami narodu kubańskiego.

Wizyta stała się wydarzeniem politycznym, zanim jeszcze doszła do skutku. Władza wiedziała, że będą apele o uwolnienie więźniów politycznych, sama więc zaczęła zwalniać niektórych, robiąc wokół tego dużo szumu i pokazując swoją "dobrą wolę", by nikt jej nie mógł nic zarzucić. Zwolniono oczywiście tych, których było wygodnie zwolnić. Jednocześnie zintensyfikowano szykany wobec tych, którzy mogliby chcieć się o cokolwiek upomnieć przy okazji wizyty papieża. Zatrzymania przedstawicielek Dam w Bieli, częstsze nich dotychczas, usunięcie siłą kilkunastu osób z hawańskiego kościoła apelujących pokojowo o zwrócenie uwagi na łamanie praw człowieka, to tylko wierzchołek góry lodowej.

Szczytem bezczelności jest planowane odprawienie mszy przez papieża mszy w katedrze hawańskiej w intencji zdrowia Hugo Chaveza. Trudno nie dostrzec w tym konotacji z polityką. Poza tym na czas wizyty papieża Kubańczycy zostaną pozbawieni dostępu do telefonii komórkowej. Będą ją mieli tylko ci, którzy wcześniej zostali wpisani na specjalną "białą listę". Znaleźli się na niej oczywiście wszyscy z otoczenia dynastii rządzącej, wysocy urzędnicy państwowi, działacze partyjni i niektóre osoby postawione na kierowniczych stanowiskach w ważniejszych instytucjach państwowych.


O tym oczywiście Kubańczycy nie wiedzą. Dowiedzą się post factum, czyli w momencie, kiedy operator odłączy wszystkim dostęp. Trudno o większe upokorzenie narodu. I to w dodatku w imię religii.



Strzeż się. Be careful. Ten cuidado.

Kuba jest jak kochanka. Najpierw Cię oczaruje. Z czasem, gdy będziesz poznawać ją lepiej, dostrzeżesz jej wady, ale wciąż pozostawać będziesz pod jej urokiem. Bo w końcu to taka relacja, że jedziesz tam raz na jakiś czas, korzystasz z jej uroków, z tropikalnego ciepła i egzotycznej urody, a potem wracasz. Do domu, do żony, dzieci, twojej ciepłej posadki i bezpiecznego życia. Ale nie przestajesz o niej myśleć.

Dzwonisz. Pytasz jak się mają sprawy. Pomagasz. Ale wiesz, że nawet jeśli pomożesz tej kochance, to nie uratujesz całej jej rodziny, wszystkich jej koleżanek, a tym bardziej całego narodu. Ale mimo to, pomagasz. Nie chcesz czuć się winny. Wmawiasz sobie, że robisz coś dobrego dla świata. Ale wiesz dobrze, że to nieprawda. Whatever. Doczesne przyjemności górą. Ciągniesz ten związek latami. Jeździsz tam. Jesteś przez pewien czas nawet zakochany i zastanawiasz się, czy nie rzucić tego wszystkiego w pizdu i nie wyjechać. Mieć ciepło przez okrągły rok i tani rum na wyciągnięcie ręki - bajka. No tak, super, tylko ile tak pociągniesz? Ile będziesz mógł żyć seksem i rumem? Albo dopóki twoje konto nie powie "ta transakcja nie może być zrealizowana" albo dopóki nie przestanie ci "stawać". Tak czy siak, tym wydymanym będziesz ty. Nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Bo Kuba jest bardzo wytrawną kochanką. Będąc przez wiele lat burdelem Ameryki, posiadła odpowiednią wiedzę i umiejętności. W tej chwili dyma wszystkich - swoich i przyjezdnych. Nie pytaj mnie jak. Ma swoje sposoby. I, co najśmieszniejsze, wszyscy są zadowoleni. Mogłabym o tym napisać książkę lub co najmniej zbiór opowiadań. Wszystkie te wyrafinowane sposoby, by wyciągnąć od ciebie kasę, są naprawdę warte opowiedzenia. Ale może jeszcze nie teraz. Kiedy indziej o nich opowiem. Bo na razie sama pozostaję w jej szponach i pod jej urokiem...

Fotorelacja

Galeria moich 20 zdjęć na portalu etraveler.pl

Zapraszam!

Zombie

Po dłuższym okresie przebywania w Polsce czuję się jak zombie. Uchodzi ze mnie cała energia. Nie wiem co bardziej na mnie wpływa - klimat czy ludzie. Jeśli niefortunnie te dwa czynniki nałożą się na siebie, to jest gorzej niż po przejściu huraganu na Kubie... Czuję jak szarość zaczyna przenikać każdą moją komórkę. Szary krajobraz, szarzy ludzie. I choć ptaki zaczynają już zwiastować wiosnę, daleko jeszcze do pierwszych zielonych liści, do słońca... Na Kubie nawet w szare deszczowe dni czuje się w powietrzu, że to słońce jest gdzieś niedaleko. Tutaj tylko udaje, że świeci...

Na Kubie wiele razy wracałam głodna do domu, jadałam codziennie ryż z fasolą i mięso twarde jak podeszwa starego buta, ale nigdy, przenigdy nie czułam się tak głodna, jak tutaj. "Zachodnie" jedzenie zapycha tylko, niweluje uczucie głodu, ale nie nasyca. W pomidorach i ogórkach ze szklarni nie ma życia. W bananach sprowadzanych zza oceanu też go niewiele - wszak zostały zerwane nim dojrzały. Na Kubie sałatka z awokado (których nota bene waga dochodzi do kilograma) i cebuli, smażone banany i sok z kostropatego grejpfruta stawiają na nogi lepiej niż schabowy z kapustą i ziemniakami. Nie mówiąc o tym, że na nogi stawia też kawa pita w naparstkach i rum. Ten ostatni w dodatku jest dobry na wszelkie zmartwienia. A tutaj stoi. Cały barek zapasów, bo - mimo, że może i okazji nie brak - to jakoś żal go tak pić bez towarzystwa. To profanacja wręcz. Na Kubie nikt nie pije sam, zawsze z jakimś compañero. Poza tym tu zawsze jest presja, że jutro trzeba to czy tamto, bo "musisz". Tam nic nie muszę. I nawet jeśli coś muszę, to jest to inne muszę niż tutaj.

Teraz mam jedno "muszę". Wrócić. Inaczej się uduszę!

Ceny i budżet

Kuba, wbrew pozorom, wcale nie jest krajem tanim. Ceny większości artykułów spożywczych są takie jak w Polsce, a czasem nawet 3-4 krotnie wyższe. Dotyczy to cen w CUC. Ceny w CUP są oczywiście niższe, musimy się jednak liczyć z tym, że większości towarów nie będziemy mogli nabyć, gdyż są one reglamentowane i dostępne tylko dla miejscowej ludności. Inna kwestia to taka, że towary za CUP sa zwykle bardzo kiepskiej jakości, jedzenie również.





Przykładowe średnie ceny:

  • nocleg w hotelu od 50 CUC 
  • nocleg na prywatnej kwaterze (casa particular) 25-30 CUC w Hawanie , 15-25 CUC na prowincji 
  • wynajem samochodu: od 80 CUC za dzień, plus ubezpieczenie i kaucja
  • litr paliwa: 1 CUC
  • autobus Hawana – Trinidad: 25 CUC
  • autobus Hawana - Santiago de Cuba: 50 CUC 
  • taksówka z lotniska do centrum Hawany: 20-30 CUC 
  • wejście do muzeum: 1-5 CUC 

Żywność:

  • 1,5 litra wody butelkowanej: 1-1,5 CUC 
  • piwo lub napój gazowany w puszce 0,33l: 1 CUC 
  • paczka makaronu spaghetti 0,8-1,2 CUC 
  • masło 1,5 CUC paczka 
  • kurczak mrożony 4 CUC/kg 
  • ser żółty 12 CUC/kg 
  • ceny w restauracjach od 5-20 CUC za danie, w zależności od standardu restauracji 
  • ceny posiłków na kwaterach: śniadanie 3-5 CUC, obiad 7-10 CUC, kolacja 3-5 CUC 
  • butelka rumu od 4 CUC 
  • drink na bazie rumu w kawiarni/restauracji od 3 CUC 

Jedzenie 'uliczne' za peso cubano (MN lub oznaczane też $):

  • chleb: 3 peso 
  • sok ze owoców lub napój mleczno-owocowy: 1-3 peso 
  • kawa: 1-3 peso
  • kanapka lub zapiekanka z serem/szynką: 5-15 peso
  • mała pizza z serem/szynką: 10-40 peso
  • danie w ulicznej knajpce (z okienka) 20-80 peso
  • piwo: 10 peso 
  • owoce, warzywa: 2-20 peso 
Daniami typowo barowymi "z okienka", czyli np. ryż z fasolą, kawałek wieprzowiny i sałatka lub bardzo popularne smażone banany, można się najeść i zwykle są one dość dobre. Trzeba jeść zgodnie ze starą zasadą: tam, gdzie jest dużo ludzi i kolejka. Natomiast chleb jest kiepskiej jakości i wszystkie te knapki, pizze i zapiekanki, to takie tylko "zapychacze" i dłużej się na nich nie pociągnie ;)

Trudno określić uniwersalny budżet, którym trzeba dysponować, gdyż wiele zależy od naszych osobistych preferencji dotyczących podróżowania. Wpływ na budżet ma praktycznie każdy czynnik, począwszy od tego na jak długo lecimy, w jakim okresie i za ile kupimy bilet lotniczy, poprzez to w jaki sposób będziemy poruszać się po wyspie, gdzie będziemy spać i co jeść, aż po tzw. „luźne wydatki“. Z relacji innych osob i osobistych doświadczeń mogę powiedzieć, że budżet, jaki musimy przygotować, to od 5 tysięcy złotych wzwyż. 

Monument, którego nikt się nie spodziewa w Hawanie

29 y G. To nie szyfr. To adres, gdzie znajduje się ten pomnik. Jak zapewne niektórzy wiedzą, w Hawanie większość ulic oznacza się literami i cyframi, podobnie jak w Stanach. Ponieważ obie wartości są dość niskie, możemy domyślać się, że to gdzieś w centrum. Owszem. W Vedado. I chociaż to środek miasta, niedaleko Placu Rewolucji, to jednak niewielu turystów tu trafia. Ci, którzy wypuszczą się na pieszą wędrówkę po tej dzielnicy, zwykle z Dwudziestej Trzeciej skręcają w prawo i idą w dół, w stronę Maleconu i ewentualnie dalej do Miramaru. Tymczasem trzeba iść w górę.


Dosłownie w górę, bo ulica 23. jest dość mocno nachylona i ciągnie się od nabrzeża, do najwyższego w okolicy punktu, na którym ustawiono fort. Niegdyś, aby z fortu była jak najlepsza widoczność i możliwość zaalarmowania w przypadku zbliżania się piratów, zakazano budowania w tej okolicy domów wyższych niż na dwa piętra. Dopiero pod koniec wieku XIX ta część miasta doczekała się planów urbanizacyjnych. I tak wytyczono calle G, zwaną też Avenida de los Presidentes (Aleję Prezydentów). Od strony Maleconu strzeże jej pomnik Calixto Garcíi, zamyka natomiast to właśnie monumentalne dzieło przedstawiające drugiego prezydenta Republiki Kuby.

José Miguel Gómez, znany też jako El Tiburón (Rekin), był wojskowym zasłużonym w wojnie o niepodległość. Rządził Kubą w latach 1909-1913. I choć był lubiany przez społeczeństwo, nie obyło się za jego rządów bez afer i korupcji, w efekcie czego zrezygnował z urzędu. Zasługi nie poszły jednak w niepamięć i piętnaście lat po jego śmierci, w roku 1936, został uhonorowany tymże pomnikiem, którego budowa trwała dokładnie te 15 lat.

Budowa podstawy pomnika, początek lat 20. XX w. (w głębi szpital dziecięcy)
Widok z góry na plac, gdzie powstało dzieło

I widok z tyłu, prace już nieco bardziej zaawansowane








Odsłonięcie pomnika 18 maja 1936 roku



Widać z jaką pompą nastąpiło odsłonięcie, co świadczy o tym, że jest to pomnik nie byle jaki. Po pierwsze kosztował astronomiczną, jak na tamte czasy, kwotę 125 000 pesos. Po drugie każdy, kto miał szacunek dla jego zasług, mógł się do tego pomnika dołożyć swoimi 20 centavos. No i po trzecie samo dzieło. Zachwycające. Monumentalne. Nawiązujące stylem do wielkich budowli antycznych.



Nic dziwnego, bowiem autorem tego pomnika jest Włoch, Giovanni Nicolini. Możemy z łatwością domyślić się skąd czerpał inspirację. Postument wykonany jest z różowego marmuru sprowadzonego z okolic Rawenny - jakże by inaczej, skoro artystą był Włoch! Postać prezydenta ma wysokość (bagatela!) 3,5 metra i wykonano ją z czystego brązu. Po bokach znajduje się sześć postaci, również z brązu, symbolizujących sześć prowincji, na które była podzielona onegdaj Kuba. Ponadto po bokach stoją jeszcze dwa marmurowe posągi reprezentujące Siłę i Wielkoduszność.


Reszta kompleksu składa się z kilku tarasów, fontanny i ławek z marmuru Carrara w różnych kolorach. Kolumnadę wieńczą personifikacje Historii i Czasu z Wolnością pomiędzy nimi - po lewej stronie, zaś po prawej Prawo i Pokój.

Widok na mniej reprezentacyjną część Calle G za pomnikiem

Detale architektoniczne


Widok pomnika z tyłu

Pomnik widziany "rybim okiem"





I jeszcze raz pomnik widziany z tyłu





A na koniec stara pocztówka z uwiecznionym na niej pomnikiem i dwie moje fotografie stylizowane na old.