Jak popełnić samobójstwo?

Jeśli naprawdę weszłaś tu szukając odpowiedzi na to pytanie, pozwól, że oszczędzę Twój czas i odpowiem już na samym początku.

NIE WIEM.

Gdybym wiedziała, pewnie ze trzy razy już by mnie tutaj nie było. Wiem jednak za to, że Ty nie szukasz metody na to, jak ze sobą skończyć. Ty szukasz recepty na to, jak się pozbyć tego bólu, którego już nie możesz znieść. 

Pamiętam ten ból bardzo dokładnie. 

Obrazy, wspomnienia, myśli i słowa kotłowały mi się w głowie, kiedy stałam na moście nad autostradą wieczorem 14 lutego.
Jesteś nikim. Brzmiało jak echo w moich uszach.
Gniew, żal i rozpacz, że przecież to nie może być prawda i jak ktoś, kogo kochasz, i kto miał Cię kochać najbardziej na świecie, mógł tak w ogóle pomyśleć.
Jesteś złym człowiekiem. Dawkowane ze stoickim spokojem, wtedy, kiedy żona nie spełniła jaśniepańskich zachcianek, bo on przecież nie krzyczy i on się nie kłóci. To ja jestem furiatką, która rzuca szklankami o podłogę.
To gówno, gdyby Ci coś za to dali, to byś się miała czym chwalić. Zarabianiem pieniędzy się zajmij. - usłyszałam dzień po nominacji do Nagrody Bloga Travelerowca National Geographic.
Stanik za $15? Chyba zwariowałaś! Nieważne, że jeden przez dwa lata. Nie mam prawa o nic prosić, bo nie zarabiam. Nie ma znaczenia przecież, że mam prawa do pracy, które on ma, bo wjechaliśmy do Stanów na innych zasadach, a proces imigracyjny trwa i trwa. Wymyśl coś. Tylko że on jakoś nie myślał, jak był w Polsce bez pracy, jak ja płaciłam za ślub na Kubie, za jego przylot do Polski, wszystkie formalności, wizy, potem całą podróż przez Meksyk do Stanów i proces imigracyjny już na miejscu. Ale to dzięki mnie tu jesteś, gdyby nie ja to siedziałabyś w zasranej Polsce. Moja niewdzięczność nie zna granic. Także mój egoizm i lenistwo. Dom sprząta się sam, pranie samo się nosi do pralni, pierze, składa i przynosi, kuchnia sama gotuje, zakupy same się robią. Ja nie robię nic i zawsze za długo śpię, a utrzymanie mnie kosztuje go $30 dziennie. On zawsze za to ma na piwo, bo przecież napiwki się do domowego budżetu nie liczą, to on zarabia i to jest jego kasa. A jak wychodzi, to z kolegą i kolega go zaprosił, mnie nie zaprosił, bo ja jestem aspołeczna i nikt mnie nie lubi.

Systematycznie podawana trucizna przedostawała się do coraz to głębszych warstw mojej podświadomości. Kroplami dawkowane zło wydrążyło dziurę w skale moich wierzeń, wartości, integralności i niezależności tak wielką, że kolejny wstrząs, który - do przewidzenia - przyszedł, rozsypał te części, które się jeszcze jakoś ze sobą trzymały. I wcale nie był to duży wstrząs - ot, takie tam tąpnięcie. Tupnięcie amebią nibynóżką zaledwie. No bo przecież kiedy zwykłe spotkanie na piwo przeradza się w wyrafinowaną fiestę drwin, docinek, słownych uszczypliwości i poniżeń, to przecież nic takiego. To ja jestem przewrażliwiona i niezdolna do żartów.

8500 km od rodzinnego domu, bez przyjaciół, zaznajomionych sąsiadów, czy kogokolwiek, do kogo możnaby choćby zadzwonić w środku nocy, domowy parapet wydawał się opcją całkiem rozsądną. Chociaż wizja leżenia w śmieciowej alejce pomiędzy budynkami z nieotynkowanej cegły w zapyziałym Chinatown wcale mi się nie podobała. W dodatku, przy odrobinie nieszczęścia, pewnie spadłabym na śmietnik i do końca życia została kaleką. Podwójną.

Nie piszę tego, żeby Ci pokazać, że Twoje problemy są mniejsze, a moje większe. To nigdy tak nie działa. Zawsze nasze problemy są dla nas NAJWIĘKSZE. Problemy, które doprowadziły nas na skraj, są zapewne różne, ale nasze uczucia identyczne.

Wiem, że nie masz już nadziei na nic. Nie masz siły walczyć ani podejmować najmniejszych nawet działań, żeby coś zmienić. Może nawet nie wstajesz rano z łóżka żeby umyć zęby. Czujesz, że jesteś w sytuacji bez wyjścia. Nie wiesz jak to się stało, ale dałaś się zapędzić w kozi róg. Nikogo nie obchodzisz ani Ty ani Twoje problemy. Wszystko, co robisz, nie ma sensu. Jesteś nikim i nic nie znaczysz w skali świata. W skali Twojego mikroświata nawet. I to jest prawda. Nawet jeśli obiektywnie nie jest. Nawet jeśli znalazłoby się w tej chwili sto osób, które powiedzą Ci, że jesteś mądra, piękna, dobra i że dasz radę, to to i tak o kant dupy. Bo Ty tego nie czujesz. Ty tak o sobie nie myślisz. To nie jest Twoja prawda w tej chwili, bo Ty w to nie wierzysz. Nosisz głęboko zakorzenioną inną prawdę o sobie. Prawdę, która nie jest prawdą, ale stała się Twoją rzeczywistością. Twoją marą raczej. Istnym piekłem na ziemi.

Siedzisz więc i rozpaczliwie szukasz wyjścia z tej patowej sytuacji. Szukasz czyjejś pomocnej dłoni. Brzytwy chociaż. Czegokolwiek, czego można by się jeszcze chwycić. Ale szukasz tego biernie. Robisz to tylko w swojej głowie. Chcesz, żeby ktoś przyszedł i wyratował Cię z opresji. Problem jest tylko ten, że nikt nie ma szklanej kuli, żeby odgadnąć, co się w Tobie teraz dzieje. Przez tyle lat nauczyłaś się skrzętnie ukrywać swoje emocje, robić dobrą minę do złej gry i jesteś w tym świetna. Tylko że teraz, to niestety nie działa na Twoją korzyść. Twoja miarka się przebrała. A Twoje otoczenie zna Cię jako tę, która zawsze sobie radzi. Nawet jeśli ktoś ostatnio zauważył, że byłaś trochę jakby smutna czy wycofana, to nic to, każdy przecież miewa gorsze okresy. Przejdą więc nad tym do porządku dziennego, bo każdy ma tysiąc swoich zasranych problemów.



Ty musisz to powiedzieć głośno i wyraźnie: JEST MI ŹLE. Powiedz to najpierw do siebie. Na głos. Teraz. Przyznaj się do tego sama przed sobą. To nie powód do wstydu, że sobie z czymś nie radzisz. Wszyscy sobie z czymś nie radzą, niektórzy jednak skrzętniej to, niż inni, ukrywają. No więc nie ukrywaj więcej tego. Pozwól popłynąć łzom. Nie wstrzymuj ich dłużej. A zaraz po tym, albo nawet jeszcze w trakcie znajdź kogoś, komu o tym wszystkim opowiesz. Od A do Z. Nie musi to być nikt z rodziny czy przyjaciel, może to być ktoś obcy. Zawsze boimy się "co sobie o nas pomyślą", częściej obchodzi nas opinia naszych bliskich i tych, na których nam zależy, więc znajdź kogoś z zewnątrz. Ale takiego, który nie wysłucha i odejdzie obojętnie, tylko kogoś, od kogo dostaniesz jakąś informację zwrotną. Tylko w taki sposób złapiesz dystans.

Tak, tak, pamiętam, jesteś w sytuacji bez wyjścia, więc po co Ci dystans. Ale nawet teraz, w sytuacji bez wyjścia, masz dwa wyjścia: albo to zakończyć albo znaleźć tę pomocną dłoń.


116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna
116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie Niebieska Linia
800 112 800 – Telefon Nadziei dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej

P.S.
U innych też coś znajdziesz na ten temat:
http://stayfly.pl/2015/06/stop-samobojstwom/
http://haloziemia.pl/jak-popelnic-samobojstwo/
http://tattwa.pl/2015/06/jak-sie-zabic-2.html
http://www.niciutka.pl/jak-skutecznie-i-bezbolesnie-odebrac-sobie-zycie/

Jest tego dużo więcej, jeśli chcesz poczytać to znajdziesz więcej wpisów w komentarzach pod pierwszym z linkowanych wpisów.

Brak komentarzy:

MÓJ INSTAGRAM

@endlesssummer.life