Santiago nocą...

Byliśmy po całym dniu łażenia po Santiago. Nie poszliśmy jednak do domu, tylko skręciliśmy w bok od centrum w uliczki, w które sama bym się nie zapuściła. Poszliśmy do domu rodziny Johnny'ego, żeby go namierzyć i żeby odwiózł nas samochodem do domu. Czekając na niego zrobiłam to zdjęcie. A muszę powiedzieć, że nie było łatwo - źródłem światła była tylko uliczna latarnia, ja siedziałam na metalowym pręcie (załóżmy, że kiedyś to było ogrodzenie), który wrzynał mi się w tyłek i próbowałam unieruchomić aparat na swoich kolanach, w dodatku ta pani siedzi na fotelu bujanym i logiczne przecież, że jak jest bujany to się buja. Było kilka prób, by wyszło nieporuszone, ale w końcu się udało! 

Santiago de Cuba

0 komentujących. Skomentujesz?: