O blogu

Podróżnik widzi to, co jest; turysta widzi to, co przyjechał zobaczyć. To stwierdzenie możemy chyba odnieść do każdego miejsca. Ale na Kubie zdaje się być prawdziwsze niż gdziekolwiek indziej. Przede wszystkim dlatego, że obraz Kuby, który serwują nam media i same władze kubańskie dalece odbiega od prawdziwego życia. Tak, wiem - turystyka to biznes, a więc żeby sprzedać, trzeba to trochę podkolorować. Jest jednak różnica upiększaniem a kłamstwem. Bo to tak samo jak idzie się na randkę z kobietą, która na oko ma miseczkę D, a jak przyjdzie co do czego okazuje się, że to "A minus" + push-up... Tak właśnie jest z Kubą. Na zdjęciu piękny hotel z basenem, a w rzeczywistości rozpadające się domy; all inclusive - żarcie i alkohol do syta vs. głód na ulicy. Zaraz odezwą się głosy, że różnice społeczne są wszędzie, że np. w Indiach też jest bieda. Ok, zgoda, ale nikt nie tam jedzie mamiony czymś, co stworzone zostało tylko na potrzeby turystów, co ma się nijak do życia miejscowych i co określa się mianem raju. 

Dlatego o Kubie tyle jest sprzecznych opinii. Kontrowersje dotyczą zwłaszcza samych Kubańczyków - jedni są dla nich pełni podziwu i zachwytu (że sympatyczni, że uczynni, że otwarci, że potrafią się cieszyć życiem pomimo biedy i trudnych warunków), inni pełni pogardy (że to naciągacze, żerują na turystach i że za grosz nie są bezinteresowni). Jaka jest prawda? Czy jest jakaś prawda obiektywna? Jak to się mówi: prawda jest ja dupa - każdy ma swoją. Tak więc każdy, kto pojedzie na Kubę, odkryje swoją własną prawdę na jej temat. Jedyne, co mogę doradzić, to nie dać się wbić w sztampowe myślenie, że to kraj salsy, rumu i cygar. Nie dać się omamić opiniom innych, tych, którzy tam byli, pobyli przez tydzień czy dwa i uważają, że znają temat na wskroś, chętnie wyrażając swoją dezaprobatę dla wielu rzeczy. Czytać, czytać i jeszcze raz czytać. A potem jechać z otwartą głową i otwartym sercem, ale nie z łatwowiernością i naiwnością. W obcym miejscu podwyższona czujność i trzeźwe myślenie jest obowiązkiem każdego podróżującego, choć tak wielu o tym zapomina, bo są przecież na wakacjach...

Zapraszam tymczasem do lektury, mam nadzieję, że niektóre opisane tu historie przybliżą Wam Kubę i jej mieszkańców. Oczywiście nie będzie to, jak już napisałam wyżej, prawda obiektywna. Tym bardziej, że w wielu momentach opisy będą podszyte osobistymi przeżyciami i emocjami. Trudno więc o większy subiektywizm. Chcę pokazać Kubę inną, niż ta w przewodnikach i turystycznych folderach. Bo ona taka nie jest. Albo inaczej: ona nie tylko jest taka.

Dlatego nie będzie tu kopiowania opisów z przewodników na temat zabytków, proponowanych tras zwiedzania, rad dotyczących wypożyczenia samochodu, opinii na temat tego w którym klubie było najlepsze mojito oraz czy lepiej jechać nurkować na Cayo Largo czy na Cayo Coco. Ja nie znam takiej Kuby. Znam zatłoczone autobusy w Hawanie, brudną miejską plażę, biedne domy, w których często nie ma na chleb, kilkugodzinne wyprawy po jedzenie, rum pity z plastikowego "przechodniego" kubka...

Będzie subiektywnie, czasem dosadnie, bez lukru.

EDIT:
Po zmianie szablonu i menu głównego zaplanowałam dodanie kilku nowych kategorii, ale nie we wszystkich jeszcze są wpisy - te, oznaczone gwiazdką (*) mają status rozwojowy ;)

1 komentarz:

Brydzia Golebiewska pisze...

Dziękuję za Twój blog. Wiele się nauczyłam i dowiedziałam dzięki Tobie. Myślę, że moje doświadczenie Kuby będzie jeszcze pełniejsze, a obraz Kuby jaki chcę później przedstawić będzie bardziej odpowiadał rzeczywistości. W Kubie zakochałam się dawno temu, jednak dopiero teraz mam możliwość wyjazdu :) jeszcze raz dzięki!

INSTAGRAM FEED

@the.luckiestgal