Legendario, Elixir de Cuba

Nie jestem smakoszką ani znawczynią alkoholi, zwłaszcza wysokoprocentowych, ale zaryzykowałabym stwierdzenie, że alkohol to element kuchni danego kraju, a ta - jego kultury. O tym, że na Kubie pije się rum, wszyscy wiedzą. Ale oprócz rumu jest też na przykład szeroka gama kolorowych i smakowych likierów. Dziś jednak o tym, co pysznego powstało na bazie właśnie rumu...





Chociaż marka powstała dopiero w roku 1946, to podobno receptura tego trunku sięga nieco zamierzchlejszych czasów. Elixir de Cuba jest mieszanką różnych rumów w wieku od 2 do 7 lat o mocy 47%. Oczywiście tych prawdziwych, z dębowych beczek. Proporcje są jednak trzymane w ścisłej tajemnicy. Wiadomo jednak, że dodaje się do niego tłoczone rodzynki i rozcieńcza demineralizowaną wodą. Przez miesiąc eliksir nabiera słodyczy, a po tym czasie trafia do butelek z mocą 34%.  To wcale niemało i trzeba uważać, by nie dać się ponieść jego złudnej słodyczy. Moc robi swoje ;)

Znakomicie nadaje się do drinków, wykorzystywany jest w kuchni jako dodatek do deserów, ale słyszałam także o dodawaniu go jako marynaty do mięs. Ja dolewam go sobie do kawy, gdy mam słabszy dzień i potrzebuję "kopa" z odrobiną przyjemności ;) Zwłaszcza w te nieprzyjazne, szare, chłodne jesienne i zimowe poranki, kiedy jedyne, co może uratować mój nastrój, to wspomnienie o Kubie, a nic go nie przywodzi tak silnie, jak smak rumu...

0 komentujących. Skomentujesz?: